wtorek, 5 lipca 2016

GARNIER deodorant, NEO


Szukasz idealnej ochrony przed poceniem, może to właśnie to czego szukasz. 

Dziś przedstawiam Wam mój „deodorant”, idealny produkt którego zawsze szukałam, a mianowicie mowa tu o NEO- intensywny antyperspirant, niewidoczny suchy krem od GARNIERA.
Ja mam wersje „SHOWER CLEAN”



Od producenta:
Pierwszy antyperspirant od Garniera o formule suchego kremu zawierający 80% składników pielęgnacyjnych, by chronić delikatną skórę pod pachami.


NEO antyperspirant nowej generacji GARNIERA
-intensywna ochrona 48h
-regeneracja i miękkość skóry
-niewidoczny na skórze i ubraniach

ZAPACH: Czysty i świeży zapach cytrusów.

JAK STOSOWAĆ: Delikatnie wyciśnij niewielką ilość produktu. Użyłaś odpowiednią ilość produktu, jeżeli krem natychmiast wchłonął się do sucha.”



Moja opinia:



Antyperspirant znajduje się w tubce, bardzo podobnej do tubek z kremem do rąk. Opakowanie zakończone jest gumowym dozownikiem, z cieniutkimi, długimi nacięciami. Dzięki takiemu rozwiązaniu możemy wycisnąć odpowiednią ilość preparatu. 
Zapach jest przyjemny, choć ja nie czuję cytrusów, a raczej lekki mydlany, ale nie duszący zapach. Uwielbiam tego typu „aromaty”, ponieważ zapachowe antyperspiranty gryzą się z perfumami, a to one mają być naszą wizytówką, a nie produkty przeciw poceniu. 



Neo Garniera spisuje się rewelacyjnie, działa przez cały dzień, nie wierzę w to że jego działanie to aż 48godzin, bo to nie jest możliwe. Niweluje przykre zapachy i zmniejsza uczucie wilgoci. 
Nie podrażnia, u mnie to cud, bo większość produktów tego typu strasznie działa na moją skórę pod pachami, zawsze kończyło się wysypką, zaczerwienieniem i swędzeniem, ale nie w tym przypadku. 
Nasze pachy są narażone na uszkodzenia mechaniczne z powodu depilacji, ale dzięki składnikom pielęgnacyjnym problemy z nadwrażliwością znikają.

Skład: Aqua / Water, Aluminum Chlorohydrate, Dimethicone, Isopropyl Palmitate, Talc, Cera Alba / Beeswax, Arachidyl Alcohol, Parfum / Fragrance, Zinc Gluconate, Arachidyl Glucoside, Hydroxypropyl Starch Phosphate, Phenoxyethanol, Steareth- 100/Peg-136/Hdi Copolymer, Peg-100 Stearate, Behenyl Alcohol, Caprylyl Glycol, Perlite, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Glyceryl Stearate.  

wtorek, 14 czerwca 2016

Niezbyt udane zakupy- RENEE.PL

Dziś przychodzę do Was z ostatnimi zakupami. 


Wraz z przyjaciółką 
(klik do jej bloga) oraz mamą zamówiłyśmy buty ze strony www.renee.pl



Buty przychodzą w kolorowych pudełkach, które same wybieramy. Niestety nie każde buty mają wszystkie pudełka do wyboru. Buty dostajemy w zapakowane jak prezenty.







W każdym „prezencie”znajdziemy kartkę z podziękowaniem i kilka naklejek.







Kilka słów o butach:







Pierwsze to półbuty dla mojej mamy. Wybrała sobie model RETRO TRZEWIKI, w kolorze „żółtym”, dla mnie to bardziej miedziany.



Buty wyglądają na dobrze wykonane, jedyne co to boję się, że przy lekkim deszczu mogą się rozkleić. Na pewno nie są to buty po deszczu.







Wewnątrz buta mamy kraciastą podszewkę. 
Mama tak jak ja ma dość szeroką stopę i po przymierzeniu stwierdziła, że są trochę za ciasne, mamy nadzieję, że się rozbiją.



Cena: 69.90zł, w promocji 29.90zł, my z rabatem 22% zapłaciłyśmy 23,32zł







Koleżanka zamówiła sobie białe trampki SUMMER WIBE



Cena: 49,90zł, z rabatem 38,92zł







Druga para to moje półbuty, wybrałam najprostszy model FOREST PATH, mam dość szeroką stopę i nie każde buty jestem w stanie założyć, a skoro nie można przymierzyć trzeba patrzeć na szerszą podeszwę.






Niestety tutaj wykonanie daje wiele do życzenia, nie wiem czy wytrzymają mi chociaż miesiąc chodzenia. Wszędzie widać niedociągnięcia, a posklejane są gorzej niż jakby to zrobił kilkunastolatek.







Buty nie tylko na podeszwie ale i na całym bucie są brudne od kleju, co nie wygląda estetycznie.







Na nodze wyglądają nawet nieźle.



Cena: 59,90zł, w promocji 29,90zł, z rabatem 23.32zł








Ostatnie buty także są dla mnie. Są to sandały NANCY ESPADRILES, szare, wiązane w kostce.
Idealnie nadają się na lato, posiadają lekką 4cm koturn.







Sandałki są na paskach, z kokardą z dość grubego materiału, natomiast wiąże się je za pomocą sznurówki. 







Z jednej strony cieszy mnie fakt, że w tych butach moje haluksy są mało widoczne, ale z drugiej strony paski przy małych palcach niestety wchodzą między 4 palec a mały.







Tak jak w przypadku butów które opisywałam wyżej tutaj także wykonane są w niechlujny sposób.







Obcas pokryty jest tak zwanym „słomianym warkoczem”, niestety warkocz ten jest cały brudny od kleju, co wygląda tragicznie.


Cena: 39.90zł, w promocji 29,90zł, z rabatem 23,32zł


Teraz o samym sklepie:

Niestety skleroza nie boli, w trakcie rejestracji pomyliłam adres mailowy, potrzebny do zalogowania w sklepie oraz do otrzymania numeru nadania przesyłki u kuriera i kod do skrzynki w paczkomacie. Wszystko robiłam w niedzielę koło południa, wieczorem przypomniało mi się o złym adresie więc czym prędzej zalogowałam się na stronie sklepu (na szczęście udało się mimo braku potwierdzenia adresu poprzez maila).
 
W poniedziałek dostałam potwierdzenie dostarczenia przelewu za buty, ale brak maila od sklepu, że przesyłka nadana.
Na stronie sklepu jest napisane 24-48h od złożenia zamówienia i otrzymaniu przelewu, ale gdy złożymy zamówienie w weekend przesyłka zostanie nadana zaraz kolejnego dnia roboczego, czyli w poniedziałek.

Kiedy napisałam do sklepu w poniedziałek po południu czemu na moim zamówieniu pisze, że nie zapłacono skoro ja już mam potwierdzenie, w odpowiedzi dostałam tylko tyle, że jeszcze nie sprawdzali przelewów.
Niby w porządku mają jeszcze czas, ale we wtorek dalej nie ma informacji o przesyłce.
 
Znowu koło południa piszę o swoją przesyłkę i o tym, że nie mam maila o przesyłce, okazało się że na adresie widnieje pomylony adres mailowy, i że przesyłka nie nadana, poprosiłam o zmianę na poprawny, oczywiście dostałam odpowiedź „adres został zmieniony”.
Mówię super, udało się, będę wiedziała kiedy paczka znajdzie się w posiadaniu InPostu.

W środę dalej nic
i w czwartek także cisza.
W końcu w piątek rano dostaję SMS'a od InPostu o paczce z numerem do skrzynki.
Myślę „Lepiej późno niż wcale”. 
Wieczorem pojechałam do paczkomatu i odebrałam tak wyczekiwaną paczkę.
Spojrzałam z ciekawością na informacje znajdujące się na naklejce na paczce, a tam adres mailowy nie zmieniony, dlatego nie miałam żadnego maila odnośnie nadania paczki.



Moja opinia:

Buty nie warte uwagi jak na mój gust. Nie będzie mi szkoda jak szybko się rozlecą, taka niska cena jaką za nie zapłaciłam powinna widnieć jako cena początkowa a nie po rabatach i promocjach, ale cóż widocznie się cenią.
Nadanie przesyłki też daje wiele do życzenia, w regulaminie 24-48h, a tak naprawdę wyszło 2 razy więcej. Masakra.
Ostatni zakup na tej stronce.



Miałyście podobne wpadki przy zamawianiu przez internet? 








wtorek, 7 czerwca 2016

Mój stary pokój > NASZ nowy pokój

Dziś chciałam Wam pokazać jak zmienił się mój pokój kilka miesięcy temu.
Od kilku lat, dokładnie od czasów liceum mieszkam z babcią, ponieważ dom rodzinny oddalony jest ponad 30km od szkoły to był jedyny sposób żeby uniknąć codziennej jazdy autobusami.
Pokój który zajmuję szykowany był dla małego dziecka, ale doszło do wymiany mieszkań między moją babcią, a ciocią. Nie było sensu zmieniać świeżo położonej tapety, dlatego mieszkałam w pokoju ze ścianami w statki i rybki.
Los tak chciał, że nadal mieszkam u babci ze względu na brak własnego mieszkania, a podjęta tu pracą. Postanowiłam więc zmienić trochę wygląd dziecinnego pokoju na bardziej swój, a do tego przygotować się na wprowadzenie się mojego narzeczonego.




Postawiłam na dwie tapety, szarą w duże białe wzory (49zł) i na kremową(29zł).
Wymianie także uległo łóżko, ze zwykłej kanapy na piękną kanapę, która złożona zajmuje mniej miejsca, a po rozłożeniu jest jak łoże. 
Kanapę kupiłam na stronie www.mirjan24.pl za około 800zł







Dokupiliśmy sobie także w IKEA małą komodę na bieliznę i drobiazgi za 400zł.






Z półek zniknęły kosmetyki i niepotrzebne bibeloty, a zastąpiły je piękne skrzyneczki z Biedronki (17zł), aparat także znalazł swoje miejsce w komodzie.







Z parapetu również zniknęły kosmetyki, zastąpione pięknymi i ukochanymi przeze mnie storczykami.






Kosmetyki z parapetu znalazły się na starej maszynie babci w skrzyneczce po mandarynkach, schowane za drukarką.







Kosmetyki których używam codziennie do makijażu zostały ułożone w szufladzie biurka, w której kiedyś znajdowało się dosłownie wszystko.



Teraz NASZ pokój zyskał na wyglądzie jak i wizualnie zyskałam więcej miejsca. 



Jak Wam się podoba taka metamorfoza?

czwartek, 19 maja 2016

NOCNA MIKRODERMABRAZJA z Serum wygładzającym z Perfecty

Dziś przychodzę do Was z recenzją kremu firmy DAX COSMETICS


Perfekta, Odnowa genów młodości, SLEEP- SECRET SERUM, nocna mikrodermabrazja z kwasem migdałowym i glikolowym, na noc. 


Od producenta:

Profesjonalne serum wygładzające:

  • rewelacyjnie wygładza powierzchnię skóry,
  • spłyca zmarszczki,
  • zapewnia świeżą i rozświetloną cerę o poranku.

Stosowane co noc wyraźnie zmniejsza nierówności skóry oraz redukuje zmarszczki i pory.

Koncentrat 100% ALGI WAKAME stężony bioekstrakt z oryginalnych brązowych alg z Morza Japońskiego. Uaktywnia w skórze 14 genów odpowiedzialnych za syntezę włókien kolagenu, elastyny oraz kwasu hialuronowego. Zapewnia fenomenalną redukcję zmarszczek każdego typu.


KWAS MIGDAŁOWY - łagodnie złuszcza, pobudza odnowę skóry i odmładza. Czyni cerę tak gładką, jakby była wypolerowana. Nawilża i pięknie rozświetla twarz o poranku.

KWAS GLIKOLOWY- noc po nocy wygładza powierzchnię skóry, głęboko oczyszcza pory i wyrównuje koloryt cery.


Moja opinia:

Serum znajduje się w plastikowej buteleczce z pompką, dzięki temu łatwo możemy nabrać odpowiednią ilość produktu. 
Krem ma kolor niebieskawy, zapach nie jest intensywny, ale do przyjemnych też nie należy.
Moja cera jest tłusta, ale po zastosowaniu produktu trochę się wysuszyła, martwy naskórek zaczął się łuszczyć już po kilku dniach stosowania. 
Świetnie sprawdza się na przebarwienia, jak i różne inne niedoskonałości, a cera jest wygładzona. 
Ostatnio miałam problemy trądzikowe, a to serum pomogło mi je zniwelować. 
Na pewno nie nadaje się dla cery suchej i wrażliwej.

Nie należy smarować nim w okolicach oczu, ani po ranach, otarciach, albo po świeżo wydepilowanych miejscach, ponieważ kwasy powodują silne podrażnienia w tych okolicach.
Można tego produktu używać zarówno w pojedynkę jak i pod kremy.
Ze względu na szybkie działanie używam tego produktu kilka dni i robię miesiąc przerwy, by za bardzo nie wysuszyć swojej skóry.

Skład INCI:



Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Isohexadecane, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Hydrogenated Polydecene, Cetearyl Glucoside, Lactic Acid, Glycolic Acid, Citric Acid, Malic Acid, Salicylic Acid, Dimethicone, Mandelic Acid, Undaria Pinnatifida Extract, Hydroxyacetophenone, Phenoxyethanol, Disodium EDTA, BHA, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Ethylhexyl Salicylate, Sodium Hydroxide, Benzyl Alcohol, Hydroxycitronellal, Benzyl Salicylate, Linalool, Citronellol, Hexyl Cinnamal, D-Limonene, Parfum, CI 42090.

środa, 4 maja 2016

Moje KWC- Bebeauty, mleczko łagodzące, do oczyszczania i demakijażu twarzy i oczu, skóra sucha i wrażliwa


Dziś przedstawiam wam koleiny produkt z Biedronki firmy Be beauty. 






Kupiłam go początkowo „z braku laku”, ponieważ nie miałam już czym zmywać twarzy, a nie miałam czasu chodzić po sklepach. 




Kilka słów od producenta:







Moja opinia:

Buteleczka jest praktyczna i ładnie wykonana z przeźroczystego tworzywa, dzięki czemu widzimy ile nam zostało.
Grafika także jest delikatna. Lubię takie opakowania nie rzucające się w oczy, ponieważ to produkt ma nas zachęcić a nie jego opakowanie, chociaż ładne opakowania cieszą oko.

Sam produkt jest biały i lejący.
Świetnie zmywa makijaż, nie podrażniając skóry, radzi sobie nawet dobrze z wodoodpornym tuszem i co mnie mile zaskoczyło nie szczypie w oczy.
Praktycznie nie ma zapachu co też jest dobre,
ponieważ nie każdy lubi konkretne aromaty.
Wystarczy naprawdę niewielka ilość, by pozbyć się wszystkiego z
twarzy.
Skóra po jest faktycznie nawilżona i oczyszczona. 


INCI:






Jest to mój KWC, po który często będę sięgać.

wtorek, 19 kwietnia 2016

Karmelowy zawrót głowy- BEBEAUTY CREME, ŻEL POD PRYSZNIC



Dziś chcę wam przedstawić mój idealny kosmetyk do ciała, a mianowicie żel pod prysznic z be beauty.

Jakiś czas temu w Biedronce napotkałam wielką butlę żelu pod prysznic, która cytuję „otula zapachem karmelu” , jest to około 600ml. Kosztowała około 10zł, więc stwierdziłam że warto wypróbować.

W ofercie znajdziecie kilka opcji tego produktu. Ja się skusiłam na ten, ponieważ uwielbiam zapach karmelu.




Bebeauty, Creme, caramel fudge, kremowy żel pod prysznic

Zawiera proteiny mleka, otula zapachem karmelu


Od producenta:

„ Podaruj sobie chwilę słodkiej przyjemności za sprawą kremowego żelu pod prysznic o kuszącym zapachu karmelowych cukierków. Ciesz się skuteczną, a zarazem wyjątkowo przyjemną pielęgnacją ciała.
Bogata formuła żelu z proteinami mleka pozwoli odpowiednio zadbać o skórę, poprawi jej elastyczność i nawilżenie. Twoja skóra stanie się zachwycająco miękka i gładka w dotyku. Spróbuj raz, a nie oprzesz się pokusie, by już zawsze rozkoszować się tą karmelową przyjemnością”

Pięknie napisane, aż chce się sięgnąć po ten produkt, ale jak się ma opis do samego kosmetyku. Zaraz się przekonacie w dalszej części postu.



Moja opinia:


Opakowanie żelu jest dosyć duże, wielkim plusem jest to że posiada pompkę, dzięki czemu łatwiej jest nam „odlać” odpowiednią ilość. Niestety po otwarciu butelki bardzo trudno jest z powrotem pompkę zakręcić, trzeba wycisnąć przy tym trochę żelu.

Szata graficzna jest bardzo przyjemna, nie rzuca się bardzo w oczy.

Gdy w domu otworzyłam butelkę i powąchałam zawartość od razu nabrałam ochotę na  „krówki”. Zapach jest po prostu nieziemski.

Kolor jest lekko beżowy, jeśli chodzi o konsystencje jest kremowa i trochę lejąca, super się pieni.

W łazience podczas kąpieli rozchodzi się lekko słodki zapach domowego karmelu, a nie takiego ze sklepu. Te z was które własnoręcznie robiły „lizaki” na łyżce nad świeczką, albo po prostu rozpuszczały cukier na patelni i dodały trochę śmietany wiedzą o jaki zapach chodzi.

Na skórze czuć go zaledwie przez może godzinę, ale za to świetnie nawilża i odżywia skórę.







środa, 6 kwietnia 2016

BATISTE- Współpraca

Dziś przychodzę do Was z produktami firmy Batiste. 





Dzięki stronie Wizaz.pl i Klubie Recenzentki miałam przyjemność testować Termoochronny spray nabłyszczający do włosów 2w1 Batiste Shield My Locks Heat & Shine Spray iBatiste Oomph My Locks XXL Volume Spray





Dodatkowo przedstawię swój ulubiony suchy szampon Batiste Tropical.






Termoochronnego sprayu nabłyszczającego do włosów 2w1 Batiste Shield My Locks Heat & Shine Spray.



Od producenta: 
Batiste Heat & Shine Spray to produkt wielofunkcyjny. Rewelacyjny jako nabłyszczacz, nadający efekt glamour każdej fryzurze, a przy okazji chroniący ją przed szkodliwym promieniowaniem UV, wolnymi rodnikami oraz dodający elastyczności włosom. Jako ochrona włosów przy prostowaniu jest niezwykle prosty w użyciu – stosujemy go na suche włosy, wystarczy spryskać pasmo i praktycznie od razu można przejść do prostowania/zakręcania włosów. Wiele nabłyszczaczy i produktów termoochronnych ma postać olejków, co powoduje szybsze przetłuszczenie się włosów. Heat & Shine to leciutka mgiełka, którą możemy spryskać włosy nawet na czubku głowy bez obawy o „przyklapnięcie” fryzury. Czy szukamy tylko nabłyszczacza, czy zależy nam na produkcie chroniącym włosy nawet podczas najwyższej temperatury (do 230°C) – Batiste Heat & Shine to produkt, w którym można się zakochać od pierwszego użycia.
Termoochronny spray 2w1 ochroni, odżywi i nabłyszczy włosy podczas nawet najbardziej inwazyjnych zabiegów stylizacyjnych z użyciem prostownicy, lokówki lub suszarki. Specjalnie opracowana odżywcza formuła na bazie keratyny, witaminy E i oleju Inca Inchi zabezpieczy włosy przed wysoką temperaturą do 230 °C oraz nada im wyjątkowy połysk. Spray stosujemy na suche włosy. Produkt można zastosować w każdych okolicznościach aby dodać fryzurze blasku.


• Termoochrona do 230°C
• Lśniąca, jedwabiście gładka fryzura
• Łatwa aplikacja
• Odżywcza formuła z keratyną, witaminą E i olejem Inca Inchi

Sposób użycia: Wstrząsnąć i rozpylić na suchych włosach, dzieląc je na pasma, a następnie przejść do stylizacji prostownicą, suszarką lub lokówką. W przypadku stosowania jako nabłyszczacz, rozpylamy produkt na gotowej fryzurze.”



     
   



Moja opinia:
Puszka jest kolorowa, co bardzo cieszy oczy i ładnie wygląda na półce. Zapach jest przyjemny.
Sam produkt posiada złote drobinki, co na włosach daje efekt nabłyszczenia, lekkie psiknięcie daje włosom połysk, a gdy chcemy uzyskać intensywniejszy efekt np. na wyjście możemy użyć większą ilość produktu. 
Nie obciąża włosów, nie powoduje większego przetłuszczania, co jest wielkim plusem dla tego typu produktów. 
Co do termoochrony, nie wiem jak działa, ponieważ staram się nie stylizować ich prostownicą, ani lokówką. 


Batiste Oomph My Locks XXL Volume Spray

Od producenta:
„Batiste Oomph My Locks XXL Volume Spray to ulepszona wersja szamponu XXL Volume, który w 2015 roku zdobył nagrodę Glamour za najlepszy produkt do stylizacji. Producent odszedł od idei suchego szamponu i stworzył absolutnie fantastyczny produkt zwiększający objętość włosów. Ooomph My Locks to tapir w butelce, za to bez konieczności tapirowania, a tym samym niszczenia włosów – niezwykle szybki w zastosowaniu i nieprawdopodobnie skuteczny. Wystarczy spryskać odrobiną produktu wybrane partie włosów, najlepiej odchylając górne pasma i aplikując produkt blisko skóry, a następnie lekko wmasować lub ugnieść włosy, nadając im właściwą objętość. Świetny przy krótkich fryzurach, które do tej pory można było ujarzmić jedynie lakierem, doskonały do uzyskania „lwiej grzywy” przy dłuższych włosach. Efekt można stopniować – od delikatnego, aż do barokowej fryzury sięgającej sufitu. Wisienką na torcie jest dodatek keratyny, witaminy E i oleju Inca Ichi, chroniących i odżywiających włosy.

Spray Oomph My Locks w kilka sekund nadaje włosom wyjątkową objętość, do tej pory możliwą do uzyskania tylko podczas tapirowania. Specjalnie opracowana formuła na bazie keratyny, witaminy E i oleju Inca Ichi odżywia włosy.
  • Ekstremalna objętość
  • Tapir w butelce
  • Formuła z keratyną, wit.E i olejem Inca Inchi
Sposób użycia: Wstrząsnąć i rozpylić produkt w miejscach, którym chcemy dodać wyjątkową objętość. Lekko wmasować/rozprowadzić palcami. Jeśli fryzura w trakcie dnia straci objętość (np. pod czapką), można ją ponownie unieść ugniatając lekko włosy.”


Moja opinia:
Tutaj również puszka jest kolorowa i pięknie wygląda na półce, a zapach jest po prostu świetny.
Po zastosowaniu spreyu na włosy efekt tapiru jest już widoczny, po lekkim uniesieniu włosów jest jeszcze intensywniejszy. Produkt świetnie nadaję się do lekkiego jak i mocniejszego uniesienia włosów, ale także dla lekkiego podtrzymania fryzury, zamiast „efektu kasku” na głowie po zastosowaniu lakieru. Nie obciąża zbytnio włosów co także jest sporym plusem. Jedynym minusem jest efekt podobny do suchego szamponu, który bardziej wygląda jak łupież, ale po wyczesaniu problem znika. 


Batiste Tropical

Od producenta:
Batiste Tropical przywodzi na myśl żar tropików, gorący piasek pod stopami i wakacyjny luz. Ten egzotyczny zapach łączący nuty kokosa, melona, banana i brzoskwini z ciepłą wanilią oraz drzewem sandałowym przenosi nas wprost na karaibskie plaże.
Szampon Batiste Tropical jest dostępny w dwóch pojemnościach – 200 ml oraz w podróżnej wersji mini 50 ml.”



Moja opinia:
Puszka jest delikatnie ozdobiona, co stanowi kontrast dla poprzednich produktów. Zapach jest lekko wyczuwalny i przyjemny. Szampon idealnie nadaje się do odświeżenia włosów, trzeba jedynie pamiętać, by nie przesadzić z ilością, po zbyt dużej ilości ciężko jest wyczesać biały ślad, co skutkuje efektem siwych włosów. 


Dziękuje stronie Wizaz.pl i firmie Batiste za możliwość przetestowania świetnych produktów, pewnie sama bym po nie sięgnęła co byłoby dużym błędem.






środa, 23 marca 2016

MUST HAVE- Neutrogena, skoncentrowany krem do rąk

Dziś przedstawię Wam krem, który ratował moje dłonie w okresie zimy i mrozu.

Zapewne nie tylko ja w okresie jesienno-zimowym mam problem z pękającą skórą na dłoniach. Dla mnie jest to o tyle kłopotliwe, że dochodzi nawet do krwawych ranek, nie jest to ani miłe ani estetyczne, zwłaszcza w pracy w salonie. Ręce wyglądają wtedy na zaniedbane, brudne i pocięte jakby „kolcami róży”.

Na ratunek przyszła mi firma NORWEGIAN FORMULA, serii NEUTROGENA.




Jest to skoncentrowany krem do rąk, przynoszący natychmiastową ulgę dla suchych, spierzchniętych dłoni. Wystarczy odrobina, by nasze dłonie poczuły ulgę. Krem ten tworzony jest we współpracy z dermatologami.

Od producenta:

Natychmiastowa, trwała ulga nawet dla najbardziej suchych dłoni. Odrobina tej wzbogaconej w glicerynę formuły, przynosi natychmiastową ulgę oraz chroni suche, spierzchnięte dłonie. Nawet w najbardziej surowych warunkach sprawia, że dłonie są bardziej miękkie i gładkie.
Silnie skoncentrowany, bardzo wydajny - wystarcza na ponad 200 zastosowań. Stworzony we współpracy z dermatologami. Testowany dermatologicznie.”



Moja opinia:
Krem znajduje się w dość niskiej, miękkiej tubce. Niestety źle się go wyciska, jest to spowodowane dość gęstą konsystencją. Sam produkt wygląda dość zwyczajnie, półprzeźroczysta konsystencja, zapach przypomina mi roztopioną parafinę. 





Po wyciśnięciu kremu z tubki oraz długim i ciężkim etapie wsmarowywania nasze dłonie są zabezpieczone przed środowiskiem zewnętrznym
W moim odczuciu jest to efekt podobny do wsmarowania płynnej parafiny, ponieważ zostaje cieniutka, tłusta warstwa.
Ręce są gładkie i odżywione, nie mam już problemu z popękaną skórą

Jest to mój MUST HAVE jeśli chodzi o zimową pielęgnację.

A jakie są Wasze sposoby na pielęgnację skóry rąk w czasie zimy?


Skład: Aqua, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Stearic Acid, Palmitic Acid, Sodium Cetearyl Sulfate, Dilauryl Thiodipropionate, Sodium Sulfate, Methylparaben, Propylparaben, Parfum.